Dziennikarze TVN24 ujawnili wczoraj, że pod koniec 2025 roku powstała na jednym z komunikatorów grupa „2026”, za pomocą której komunikowali się najważniejsi współpracownicy Szymona Hołowni. Z korespondencji tej wynika, że pomysł storpedowania wyborów w celu umożliwienia Hołowni dalszego kierowania partią pojawił się jeszcze przed pierwszą turą.
- „Nie da się przesunąć tych wyborów na świętego nigdy? Albo wywalić tych wszystkich cudownych walczących ze sobą kandydatów na zbity pysk”
- pytała minister kultury Marta Cienkowska.
Konkretny plan zaprezentował poseł Bartosz Romowicz, który z wykształcenia jest prawnikiem. Zaproponował m.in. uchylenie uchwały ws. głosowania online i zwołanie stacjonarnego zjazdu krajowego w celu przeprowadzenia wyborów przewodniczącego w ciągu 90 dni. Miałoby to umożliwić start w wyborach Szymonowi Hołowni.
Dziś kolejne wiadomości ujawnił portal Onet.
- „Potrzebujemy ustalić, kto z tych ludzi poprze wywalenie wyborów online”
- napisał Romowicz.
Poseł dodał numery telefonów do członków Rady Krajowej.
- „Słuchajcie, na razie nie ma co pier****ć bez sensu. Trzeba przesunąć wybory. Na razie do nikogo nie ma co dzwonić. Tylko wszyscy z Was, którzy są na radzie krajowej muszą się odezwać i powiedzieć, że wybory trzeba przesunąć”
- odpowiedziała minister Cienkowska.
Sam Hołownia podkreślał, że jego udział w wyborach na przewodniczącego musi być inicjatywą oddolną.
- „Poza tym ja się naprawdę muszę nad tym zastanowić, i Wam też radzę, bo to jest opcja atomowa. Musicie zważyć, bo ten wariant też ma swoje potężne obciążenia”
- przestrzegał.
Dzień później napisał jeszcze: „Samo odłożenie wyborów jest sygnałem: tam już jest taki burdel, że nie ma co zbierać”.
Ostatecznie głosowanie się odbyło. Nie wyłoniło jednak zwycięzcy i konieczna okazała się II tura, w której wystartowały Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz Paulina Hennig-Kloska. Rozstrzygnięcia nie poznaliśmy, bo przez „problemy techniczne” głosowanie unieważniono.
