Jan Rokita w swym tekście opublikowanym na portalu wszystkoconajwazniejsze.pl analizuje przypadki eliminacji z życia publicznego niemal „pewniaków” do wyborczych zwycięstw w swoich krajach - Rumunii, Francji i Turcji: Calina Georgescu, Marine Le Pen oraz Ekrema Imamoglu.

Zdaniem byłego kandydata na szefa polskiego rządu z ramienia PO Europa „zaczęła eksperymentować z najprostszym i najbardziej chuligańskim sposobem radzenia sobie z politykami zagrażającymi hegemonii establishmentu: pod byle jakim pretekstem wyklucza ich z wyborów, posługując się przy tym politycznie kontrolowanymi, wiarołomnymi sędziami”.

Jak przypomniał Rokita, w Moskwie i Mińsku „ów mechanizm prewencyjnej eliminacji praktykują od dawna, i to w zasadzie ze stuprocentową skutecznością” i dlatego w reżimach zarządzanych przez Władimira Putina oraz Aleksandra Łukaszenkę nawet „mysz się do wyborów nie prześlizgnie, jeśli tylko byłaby to mysz, którą panujący establishment uważałby za groźną dla jego władzy i interesów”.

„Nie należy mieć złudzeń: odkąd wirus prewencyjnej eliminacji zdołał zakazić Paryż, to znaczy, że cała Europa traci właśnie nań odporność” – przestrzega Jan Rokita i zauważa, że w Stanach Zjednoczonych tylko „cud amerykańskiej demokracji” uchronił urzędującego prezydenta USA Donalda Tumpa od jego eliminacji przez tamtejszy establishment.

Były członek słynnej sejmowe komisji ds. afery Rywina skonstatował, że do jeszcze do niedawna „uważaliśmy w Europie, że nie może być uczciwych wyborów, jeśli wykluczy się z nich przywódcę opozycji” i  to „różniło dotąd rządy demokratyczne od autorytarnych”, ale ta różnica właśnie „upada na naszych oczach”.